Japońskie "miny". Silniki, których lepiej nie pomylić
Ogólnie japońskie samochody i silniki uznaje się za trwałe i niezawodne. Wychodząc z takiego założenia, z reguły kupicie dobre auto. Ale warto wiedzieć, że japońscy konstruktorzy też popełniali błędy. I to niemałe. Podaję przykłady, jak łatwo się pomylić i kupić kiepskie auto, chcąc wybrać dobre.
Zalogowani mogą więcej
Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika
Zacznijmy od marki postrzeganej się jako ta, która produkuje najbardziej niezawodne auta. Jedną z największych wpadek Toyoty były diesle D-4D, które do dziś dzielą kierowców na zadowolonych i tych, którzy wtopili. Bo historia silnika o takim oznaczeniu jest długa i skomplikowana.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
Diesel 2.0 D-4D – dobry, zły, dobry, zły
Zaczęło się jeszcze w latach 90., kiedy to w 1999 roku powstał korzystający z wtrysku Common Rail popularny diesel Toyoty. Początkowo motor o oznaczeniu 1CD-FTV cieszył się dobrą opinią (m.in. w Avensis I i RAV4 II), ale z czasem zaczęły się pojawiać typowe dla systemu Common Rail usterki, których nieprawidłowe naprawy skutkowały kolejnymi problemami. Z perspektywy czasu były to jednak udane, choć bardzo drogie wówczas w naprawach silniki. Dziś nie trzeba się ich bać.
Przełom nastąpił wraz z pojawieniem się następcy o oznaczeniu 1AD-FTV, którego pojemność wzrosła z 1995 do 1998 cm3. Wprowadzono go do sprzedaży w 2006 roku (m.in. Avensis II i RAV4 III) i okazał się porażką. Oczywiście nie wszystkie, ale wiele egzemplarzy miewało poważne problemy z głowicą, blokiem, filtrem DPF i układem wtryskowym.
Po 2011 roku wyeliminowano większość problemów i przyjmuje się, że Toyoty po faceliftingu lub nowe generacje wprowadzone w tym okresie mają już silniki wolne od wad. Chodzi m.in. o Aurisa II, Avensisa z 2012 roku (lifting) czy RAV-4 czwartej generacji.
Ale uwaga, bo i tu czeka na was pewna pułapka. W 2015 roku zarówno Avensisa jak i RAV4 odświeżono, jednocześnie wycofując diesle Toyoty ze względu na nową normę spalin Euro 6. Jednak nie wycofano diesli całkowicie, a wprowadzono nowy motor o nazwie 2.0 D-4D o pojemności 1995 cm³, który był konstrukcją BMW o oznaczeniu N47. Znaną m.in. z problemów z łańcuchem rozrządu, którego wymiana jest droga i problematyczna.
W mojej opinii kupując Toyotę z Dieslem 2.0 D-4D należy mieć odpowiednie podejście do tematu. Lepiej zapłacić więcej za staruszka Avensisa I czy RAV-4 II niż kupić najtańszego Avensisa II czy RAV-4 III. Najlepsze diesle 2.0 miały Avensis III przed liftingiem i RAV-4 IV, ale tylko do liftingu w 2015 roku. Diesle BMW nie są bardzo złe, ale bardziej awaryjne i ze względu na wysoką normę emisyjną mniej trwałe. Więc znów lepiej poszukać ładnego samochodu sprzed liftingu, niż na siłę kupowac tanie auto po liftingu.
Benzyniaki nie lepsze
W gamie silników benzynowych też jest kilka pułapek. Jedną z największych wciąż pozostaje rodzina ZZ-FE znana z dużego apetytu na olej i kilku innych niedomagań, które czyniły z niego najmniej udaną konstrukcję benzynową Toyoty po roku 2000.
Silniki ZZ były budowane w trzech wariantach pojemności - 1,4 l, 1,6 l, 1,8 l - do 2008 roku. Były montowane m.in. pod maską Corolli IX, Avensisa I i II czy RAV-4 II. Natomiast w modelach będących następcami montowano już udoskonalone silniki z rodziny ZR, znane też pod nazwą Valvematic, choć nie wszędzie ją stosowano. Te uznaje się dziś za jedne z najlepszych konstrukcji Toyoty.
Poszukując wspomnianych modeli, można wpaść jednak w inną pułapkę. Na przykład, kupując RAV-4 II z silnikiem 2.0 można spać spokojnie, bo silnik należy do rodziny 1AZ-FE, to bardzo udana konstrukcja.
W Avensisie II jednostka 2-litrowa również należy do rodziny 1AZ, ale ma dopisek FSE, co oznacza bezpośredni wtrysk benzyny. Co prawda motor dość udany, ale o części coraz trudniej, a montaż zasilania gazowego jest praktycznie wykluczony. Co z powodzeniem można zrobić w RAV-4, a także każdym silniku Valvematic.
Dobre i złe silniki Hondy
Skrót VTEC kojarzy się bardzo dobrze. Historycznie silniki Hondy uchodzą za niemal doskonałe i bardzo trwałe. W 2001 roku zaliczono jednak poważną wpadkę z silnikami serii K20, ale wyszła ona dopiero po latach. Jednostka 2.0 i-VTEC nie została wykonana z najlepszych materiałów, czego efektem są wytarte wałki rozrządu. Nieobce tej jednostce jest też nadmierne zużycie oleju czy "puchnięcie tłoków". Trzeba jednak podkreślić, że nie dotyczy to każdej sztuki i są osoby zadowolone.
Zatem stawiając na solidną, japońską mechanikę przy zakupie Accorda VII czy Hondy CR-V II można się poczuć rozczarowanym. Znacznie lepszym wyborem jest nowsze auto (Accord VIII i CR-V III) wyposażone w silnik 2.0 i-VTEC. Jest to zupełnie inna konstrukcja o oznaczeniu R20 chwalona za absolutną niezawodność i gigantyczną trwałość. Choć w pierwszych dwóch latach produkcji też miała problem z zużyciem oleju, ale poprawiono pierścienie tłokowe.
Trzy diesle, dwa znakomite
Honda robiła jedne z najlepszych diesli na świecie. Najpierw w miarę proste 2.2 i-CTDi, potem jego następca 2.2 i-DTEC, który co prawda borykał się z filtrem DPF, ale to i tak bardzo dobra konstrukcja. Idąc tym tropem wiele osób zaufało silnikowi 1.6 i-DTEC i niestety to był błąd.
Jednostkę od 2013 roku stosowano powszechnie w Civicach, ale trafiła też pod maskę dużej Hondy CR-V. Cieszy nie tylko dynamiką, ale też bardzo niskim spalaniem i wysoką kulturą pracy.
Po latach okazało się, że do czasu. Do momentu, aż zacznie działać efekt wysokiej normy emisyjnej. Po ok. 100-150 tys. km pojawiają się niesprawności układu wtryskowego, systemu oczyszczania spalin, a po większym przebiegu osiowy luz na wałku rozrządu. Zdarzały się przypadki pęknięcia głowicy i wydmuchania uszczelki. Rzekomo problemy z jakością tego silnika dotyczą wyłącznie egzemplarzy do rocznika 2016.
Dwa kukułcze jaja
Choć z tematem tego artykułu nie ma to nic wspólnego, to warto wspomnieć o dwóch przypadkach, kiedy to można się "naciąć" na silniki zaskakująco niepasujące do marki.
Pierwszy przypadek to diesel 2.0 DI-D stosowany w Mitsubishi Lancerze i Outlanderze II. Motor rozpoznacie po mocy 140 KM, a jest to konstrukcja Volkswagena 2.0 TDI PD z narażoną na uszkodzenie głowicą i wadliwym układem smarowania. Silnik ogólnie niezły, ale ryzykowny. Jego zaletą jest dobry dostęp do części i możliwość tańszej naprawy niż oryginalnego silnika Diesla Mitsubishi. Warto mieć jednak świadomość, że to nie jest japoński silnik.
Podobnie jest w przypadku jednostki 1.9 dCi (DDIS) stosowanej w Suzuki Grand Vitara. W ogóle warto wiedzieć, że Suzuki nie produkowało nigdy własnych diesli, a przykładowo silnik 1.9 DDiS w Suzuki SX4 to konstrukcja Fiata, znana jako 1.9 JTD. W przypadku Grand Vitary mamy do czynienia z silnikiem za słabym do samochodu, a tym samym nadmiernie obciążonym, na czym cierpią już nie tylko panewki (z czego znany jest ten silnik), ale i układ wtryskowy.