Kary za samo posiadanie sprzętu. Pierwszy kraj wprowadza zakaz

Bez forsowania zamków czy rozbijania szyby w kilkadziesiąt sekund potrafią odjechać skradzionym samochodem. Złodzieje, którzy korzystają z nowych technologii, niebawem będą mogli trafić do więzienia już za samo posiadanie sprzętu służącego do kradzieży aut. Niestety – na razie tylko w Wielkiej Brytanii.

Elektroniczny sprzęt do kradzieży aut może mieć dość elegancką formę
Elektroniczny sprzęt do kradzieży aut może mieć dość elegancką formę
Źródło zdjęć: © Materiały prasowe | Policja
Tomasz Budzik

25.02.2025 | aktual.: 25.02.2025 14:28

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Więzienie za "zabawki"

Do pięciu lat więzienia ma grozić w Wielkiej Brytanii każdemu, kto posiada lub sprzedaje nielegalnie urządzenia, mogące służyć do dostania się do samochodu i uruchomienia silnika, informuje "What Car?". To odpowiedź władz w Londynie na problem kradzieży samochodów przy pomocy nowoczesnej elektroniki, a w szczególności metodą "na walizkę". Co to takiego?

Ten sposób złodziei wykorzystuje spopularyzowane w ostatnich latach wyposażenie samochodów – bezkluczykowy dostęp. Chodzi o funkcję bezprzewodowej komunikacji pomiędzy autem i kluczykiem. Sam pomysł nie jest nowy. Pierwszy samochód wyposażony w taki system debiutował w 1998 r. i z czasem technologia ta z najdroższych limuzyn trafiała do coraz bardziej popularnych aut. Dziś taka opcja nie dziwi już nikogo w samochodzie miejskim. Niestety, rozwiązanie, które jest wygodne dla właściciela auta, ułatwia też życie złodziejowi.

Przestępcy używają niewielkich urządzeń elektronicznych, często przypominających neseser – stąd nazwa "na walizkę". Złodzieje działają w parach. Pierwszy z przestępców za pomocą urządzenia stara się przechwycić sygnał oryginalnego kluczyka i przesłać go na większą odległość. Drugi złodziej stoi przy samochodzie i trzymanym urządzeniem odbiera go. Samochód otrzymuje sygnał i pozwala na otworzenie drzwi oraz uruchomienie silnika. Złodzieje tak ukradzionym autem mogą jechać tak długo, jak długo pozwala im zawartość baku, ponieważ ze względów bezpieczeństwa zerwanie komunikacji z kluczykiem nie powoduje nagłego wyłączenia silnika.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Problem również w Polsce

Jak często metodą "na walizkę" kradzione są samochody? Nie wiadomo. Wiele możemy jednak sporo wywnioskować, analizując strukturę wiekową samochodów, które stają się celem złodziei. W końcu systemu bezkluczykowego dostępu należy spodziewać się w nieco młodszych pojazdach. Jak informuje "What Car?", w Wielkiej Brytanii połowa kradzionych aut liczy sobie nie więcej niż osiem lat. A jak jest w Polsce?

Przełom nastąpił w 2020 r. Wówczas 51 proc. skradzionych samochodów stanowiły auta liczące sobie do czterech lat włącznie. Dla porównania – w 2015 r., kiedy metoda "na walizkę" nie była jeszcze popularna, 43 proc. pojazdów, które padły łupem złodziei, stanowiły pojazdy liczące sobie od 6 do 10 lat, a 19 proc. skradzionych aut liczyło sobie od 11 do 15 lat. Ta zmiana sugeruje, że polscy złodzieje – podobnie jak brytyjscy – przyswoili sobie metodę "na walizkę".

W UK prawo "wyręczy" producentów aut

Po co potrzebne jest nowe prawo, które zamierza wprowadzić rząd Wielkiej Brytanii? W pewnym sensie ma ono naprawić błąd czy też niedbałość producentów aut. O możliwości kradzieży samochodu z użyciem metody "na walizkę" w 2017 r. poinformował niemiecki automobilklub ADAC. Czy wcześniej wiedzę o tej słabości aut mieli ich producenci, pozostaje pytaniem otwartym. Problem polega jednak na tym, że do dziś nie wszystkie samochody są odporne na taki atak.

W 2018 r. Land Rover i Jaguar ogłosiły wdrażanie nowego systemu komunikacji pomiędzy kluczykiem i samochodem, polegający na wykorzystaniu skrajnie odległych częstotliwości. Z czasem swoje metody zapobiegania kradzieżom "w białych rękawiczkach" zaprezentowały m.in. Volkswagen, BMW, Ford, Toyota czy Tesla.

W przypadku niektórych aut zabezpieczenie polega na zaprzestaniu wysyłania sygnału przez kluczyk, jeśli ten się nie porusza. Tu jednak różny bywa czas, który musi upłynąć od pozostawienia kluczyków w bezruchu do wyłączenia komunikacji. W niektórych markach postawiono na pomiar czasu komunikacji pomiędzy samochodem i kluczykami. Jeśli jest on zbyt długi, co sugeruje przedłużenie sygnału przez złodziei, auto się nie otwiera. Kilkuletnie samochody z bezkluczykowym dostępem do pojazdu mogą być jednak zupełnie bezbronne.

Komentarze (7)