Jechałem rajdówką "Ganczi". Jest gotowa na Karową
Choć grudzień jeszcze nie nadszedł, zimowa aura mocno daje się we znaki. Było chyba z minus 700 stopni, a ja miałem spędzić dwie godziny na Autodromie Słomczyn. Ale o gorącą atmosferę nie musiałem się obawiać.
Zalogowani mogą więcej
Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika
Na podwarszawskim obiekcie odbywały się treningi przed sobotnim Rajdem Barbórka, a ja zostałem zaproszony przez Anię Gańczarek na co-drive jej GR Yarisem. Widoczne z daleka fantastyczne barwy autorstwa Jagody Blank oraz liczne naklejki słusznie zwiastują, że będę miał do czynienia z autem dalekim od seryjnego. Nie od dziś przecież wiadomo, że takie "ozdoby" dodają mocy! Choć dla pewności ekipa K Rally postanowiła też podłubać przy trzycylindrowym silniku Toyoty.
W efekcie samochód dysponuje teraz mocą 320 KM i maksymalnym momentem obrotowym wynoszącym 490 Nm, czyli o 60 KM i 130 Nm więcej niż w fabrycznej specyfikacji. Występ przed publicznością wymagał także małej diety - z wnętrza samochodu zniknęło w zasadzie wszystko poza deską rozdzielczą. Wyleciały przednie fotele, kanapa, wszelkie możliwe plastiki i obicia, a w ich miejscu pojawiła się pełna klatka bezpieczeństwa oraz kubełki z pasami szelkowymi. W oczy rzuca się także długa "laga" od sekwencyjnej skrzyni biegów i niemała dźwignia hydraulicznego hamulca ręcznego.
Po krótkiej odprawie czekamy na swoją kolej do wyjazdu na tor. "Ganczi" przyznaje, że nową rajdówką zrobiła do tej pory tylko 50 km i wciąż się docierają. Na szczęście sama trasa nie powinna być zaskoczeniem. Dla tej zawodniczki będzie to trzeci raz na kultowych warszawskich odcinkach. W 2019 roku debiutowała w swojej Hondzie Civic Type R. Wymagało to sporo pracy, o czym opowiedziała Mateuszowi Żuchowskiemu:
Zobacz także
Nadszedł czas na zajęcie miejsca, w moim przypadku tego należącego do pilota - Maksa Staniszewskiego. Oznacza to próbę wejścia do rajdówki z zachowaniem godności, co nie zawsze jest łatwym zadaniem. Choć sam parę lat brałem udział w amatorskich imprezach torowych starą mazdą MX-5, to nigdy nie miałem okazji zaliczyć przejazdu po szutrze. Ekscytacja rosła, skutecznie podsycana przez ogromny hałas. Rozmowę umożliwia dopiero podpięcie kabli do kasków z interkomem. Zielona flaga jeszcze nie zdążyła opaść, kiedy mały Yaris wyrwał do przodu napędzany przez wszystkie cztery koła.
Zmarznięte kruszywo obija się o spód auta, nawierzchnia wymaga aktywnej pracy rękami. Zbliżamy się do ciasnego prawego i wychodzimy na asfaltowy odcinek w delikatnym poślizgu. Pełny gaz, a przed nami nawrót w lewo. Hydrauliczny ręczny wchodzi do gry, więc w szczycie zakrętu ustawiamy się pod kątem niemal 90 stopni. Niewiarygodne, jak ten układ napędowy wyciąga auto. W oczach Ani jest pełne skupienie, ale niżej maluje się szeroki uśmiech. Mimo że kruszywo z opon jeszcze nie opadło, to w kolejnych sekwencjach rajdówka wydaje się nie mieć granicy przyczepności. Ależ to się klei!
Te kilka kółek mija w mgnieniu oka. Dla mnie to była przednia zabawa, a myśli o powrocie wizyt na torze w amatorskim wydaniu zaczęły kołatać w głowie. Dla "Ganczi" to był jednak ważny trening, którego efekty zobaczymy już w najbliższą sobotę. Kultowy odcinek na Karowej startuje po południu, pełny harmonogram Rajdu Barbórki i bilety znajdziecie tutaj.