Mechanicy o chińskich autach. To nie takie proste
Chińskie auta w Polsce choć są krótko, to już interesują się nimi mechanicy. Za jakiś czas pojawią się w warsztatach niezależnych i będą naprawiane poza ASO. Jak obecnie mechanicy oceniają te samochody? ProfiAuto Serwis zabrało głos jako jedna z pierwszych sieci warsztatowych.
Zalogowani mogą więcej
Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika
Na razie jeszcze żadna chińska marka nie znajduje się w czołówce sprzedaży, ale tempo wzrostu jest imponujące. Najczęściej spotykanymi autami na polskich ulicach są MG, Jaecoo i Omoda. Dobrze przyjęły się wśród klientów i codziennie kolejne wyjeżdżają z salonów. Zdaniem ekspertów ProfiAuto Serwis na razie do zakupu warto podchodzić ostrożnie, bo to nowości nie tylko z punktu widzenia rynkowego, ale i warsztatowego.
Mniejszy opór wśród klientów
Mechanicy zwracają szczególną uwagę na dwie marki koncernu Chery. Chodzi o Omodę i Jaecoo, które pomału zalewają polskie ulice i być może wyprzedzą MG. Zdaniem eksperta, oba auta przypominają trochę sytuację takich marek jak Hyundai i Kia w latach 90. To też były nowości i podchodziło się do nich sceptycznie. I tak jak wtedy samochody koreańskie, tak dziś te chińskie klienci bardzo sobie chwalą, ale niekoniecznie przekonują one każdego. Przy czym ten sceptycyzm obecnie jest zdecydowanie mniejszy niż dawniej.
– Myślę, że chińskie marki są w podobnej sytuacji co koreańskie w latach 90., ale mają większą siłę przebicia i bez problemu pokonują bariery, które Hyundai i Kia przełamywały latami. Klienci już nie podchodzą tak sceptycznie do nowości, a widząc coraz gorszą jakość produktów z Japonii, Europy czy USA, nie boją się podjąć ryzyka, jak to miało miejsce ponad 30 lat temu w przypadku koreańskich producentów – podkreśla Krzysztof Ostas, Head of Fleet Management w Moto Flota.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
Nie części są problemem
Największe obawy klientów, zdaniem ekspertów ProfiAuto, powinna budzić sama obecność marki na rynku, a nie dostępność części tu i teraz. Jeśli jakaś marka nie odniesie w Polsce czy w ogóle w Europie sukcesu, to może się wycofać i klienci zostaną bez serwisu i bez części. Dlatego jeśli myślicie o chińczyku, powinniście skupić się na markach, które dobrze sobie radzą ze sprzedażą. Do takich samochodów serwis i części nie będą stanowiły problemów. Dobrym przykładem jest koreański SsangYong (obecnie KGM), który ma już dobrze rozwiniętą sieć serwisową.
Jednak właśnie SsangYong jest też dobrym przykładem tego, jak będą wyglądały najbliższe lata. Nie zdobył tak dużej popularności, jak chciałby importer i tych samochodów po Europie wciąż jeździ stosunkowo niewiele. A to oznacza, że producenci zamienników nie spieszą się z wprowadzeniem na rynek tańszych części niż te oryginalne. Pomimo dość długiej obecności marki w Polsce, klienci nie za bardzo mogą liczyć na tańszą naprawę niż w sieci autoryzowanej. No chyba, że na oryginalnych częściach, ale w warsztacie niezależnym. Tak też może być z wieloma chińskimi markami i to przez wiele lat.
A co z czasem oczekiwania? Eksperci ProfiAuto zwracają uwagę na to, że specyficzne części nieeksploatacyjne do samochodów z innych krajów Azji, z Europy czy Stanów Zjednoczonych też wcale nie zawsze są dostępne od ręki. Na niektóre trzeba czekać miesiącami. Ja od siebie dodam, że znam kilka przypadków, kiedy klient na zapytanie o czas naprawy w ASO dostał odpowiedź "nie wiadomo". I nie były to chińskie samochodu. Nie jest więc tak, że kupując samochód europejski czy japoński naprawicie go w ASO od ręki.
A co o chińczykach myślą mechanicy patrząc na ich konstrukcję?
– Jeśli nie są to pojazdy elektryczne czy hybrydowe, to konstrukcyjnie nie różnią się bardzo od samochodów innych producentów. Mają co prawda często silniki własnej produkcji, ale nie są to konstrukcje "dziwne", a niektóre przypominają japońskie jednostki sprzed dekady. Są dość przemyślane i nie mają żadnych nietypowych rozwiązań, które często spotykamy w samochodach z Europy. Chińscy producenci nie przyznają tego wprost, ale można zauważyć, że wykorzystują do napędzania swoich modeli jednostki znanych azjatyckich producentów – przyznaje Adam Lehnort.
Nie inaczej jest w przypadku elementów układu napędowego, do którego w chińskich autach dostawcami są takie firmy jak ZF, Jatco, Borg Warner czy Getrag.
Ekspert zwraca uwagę, że pod maską typowego chińskiego samochodu z silnikiem benzynowym wszystko jest poukładane i panuje porządek. Adam Lehnort zauważa jednak, że podobnie jak w niektórych europejskich samochodach, po otwarciu maski nie zobaczymy bagnetu olejowego. Jednak to nie elektroniczny pomiar ilości oleju. Bagnet znajduje się pod osłoną z tworzyw sztucznych, którą trzeba zdjąć by sprawdzić poziom.
Poziom ochrony antykorozyjnej w typowym chińskim aucie wydaje się nie odbiegać od modelu europejskich i być może nawet przewyższa samochody z Japonii. Ekspert ProfiAuto szczególnie akcentuje potencjalnie wysoką jakość zabezpieczenia samochodów marki MG, które mają ocynkowane nadwozie i porządnie położony lakier. Mają też solidną warstwę antykorozji położoną na podwozie, choć nie w każdym miejscu.
Zobacz także
Tego chińczyki nie mają
Jak zwraca uwagę ekspert ProfiAuto, jednej zalety nie ma jeszcze żaden chiński samochód – doświadczenia serwisowego, które posiadają mechanicy niezależni. Dziś bez problemu można znaleźć warsztat nieautoryzowany, który nie tylko naprawi, ale nawet specjalizuje się w naprawach Volkswagena, Peugeota, Renault, Hondy, Toyoty, Hyundaia czy Forda. Mechanicy wyspecjalizowani w danej marce znają np. nietypowe rozwiązania specyficzne dla danego modelu i wariantu silnikowego czy typowe dla niego usterki.
O czymś takim na chwilę obecną nie ma mowy, jeśli chodzi o samochody z Chin. Moim zdaniem powoli tworzy się w Polsce nisza, którą dobry mechanik może szybko wypełnić i okaże się ona strzałem w dziesiątkę – niezależny warsztat chińskich samochodów.
Kilka pułapek w chińskim samochodzie – policz, zanim kupisz
Nic nie stoi na przeszkodzie by kupić tańszy, chiński samochód, ale Krzysztof Ostas z Moto Floty i Adam Lehnort z ProfiAuto zwrócili uwagę na kilka aspektów, które powinny być i dla was – potencjalnych klientów – istotne.
Po pierwsze wyposażenie – zazwyczaj bogate, ale warto przeczytać dokładnie całą listę, bo nierzadko okazuje się, że są pewne braki. Kilka przykładów – tempomat, ale nieadaptacyjny, masaż fotela, ale tylko kierowcy, albo klimatyzacja automatyczna, ale tylko jednostrefowa. Może się więc okazać, że wyposażenie auta innej marki niż chińska wcale nie wypada gorzej. Warto też pomyśleć, czy długa lista wyposażenia standardowego to przypadkiem nie są rzeczy, których nigdy nie będziecie używać.
Po drugie pozycja za kierownicą – zazwyczaj dobra dla osób o niższym wzroście. Same fotele mają często krótkie siedziska.
– Warto mieć świadomość, że chińskie samochody obecne na naszym rynku są konstrukcjami jeszcze tworzonymi dla Chińczyków. Tak samo było kiedyś z koreańskimi i dopiero przeniesienie centrum projektowego do Europy mocno poprawiło ich jakość. Auta z Chin to pojazdy często dla pasażerów podróżujących z tyłu, a nie kierowców, bo taka jest tam kultura jazdy. Kto ma auto, ten ma kierowcę. Na przykład pozycja za kierownicą będzie odpowiadała bardziej niskim osobom – tłumaczy Adam Lehnort ekspert sieci ProfiAuto.
Po trzecie wysokie zużycie paliwa – liczne recenzje, w tym nasze, wskazują na wyraźne różnice w wydajności silników chińskich i innych marek. Zużycie paliwa chińskiego odpowiednika europejskiego, japońskiego czy koreańskiego samochodu to od 1 do nawet 3 l/100 km na niekorzyść aut z Kraju Środka.
Po czwarte opony – nierzadko te na pierwszy montaż są dużo gorsze niż zakładane w innych markach popularnych.
Po piąte utrata wartości - na razie tylko teoretyczna, bo dopiero za trzy lata poznamy realną, ale na tę chwilę marki europejskie, koreańskie i japońskie mają lepszy wskaźnik. Co ostatecznie może się przełożyć na dużo niższą cenę odsprzedaży, a to zniweluje różnicę w cenie zakupu.
- Nie wolno zapomnieć o utracie wartości, która obecnie jest ogromna i trzeba będzie kilku lat, nim osiągnie akceptowalny poziom. Na początku 2025 roku marka Renault chwaliła się, że w 2024 roku po raz pierwszy w historii odnotowała wartość rezydualną powyżej średniej europejskiej. Kiedy taki poziom osiągnie MG, Jaecoo, Omoda? Trudno powiedzieć – zaznacza Krzysztof Ostas z Moto Floty.
I po szóste, być może za kilka lat najważniejsze - serwisowanie. Chińskie marki dają długie, nawet 7-letnie gwarancje. W ten sposób przekonują do siebie tych nieprzekonanych. Jednak ten kij ma dwa końce. 7-letnia gwarancja to 7-letnie zobowiązanie się do regularnego serwisowania w ASO, co nie jest tanie. Można oczywiście serwisować samochody w innych warsztatach, ale czy mają one technologię pozwalającą na pełną zgodność z zaleceniami chińskiego producenta?
Warto w tym ostatnim aspekcie zwrócić uwagę na proste wyliczenie. Jeśli jedna wizyta w ASO będzie kosztowała 1500 zł (a to i tak niska kwota), to przez 7 lat wydamy na to 10 500 zł i to tylko na podstawowy zakres usług. Owszem, inne marki niż chińskie też oferują coraz częściej długie gwarancje, ale: a) można je serwisować poza ASO bez najmniejszego problemu; b) nie trzeba tego robić do końca gwarancji, bo takie samochody nie są niewiadomą.
Ekspert ProfiAuto zwraca jeszcze uwagę na fakt, że dzięki dostępowi do zamienników dla niechińskich samochodów możemy pewne naprawy wykonać znacznie taniej czy to w warsztacie nieautoryzowanym czy nawet samodzielnie, jeśli mamy odpowiednie umiejętności.
Zobacz także