Wielkie Piękno - historia pewnej włoskiej marki
Opowiem Wam bajkę - dzieje pewnego narodu. Bajkę, która w dużej mierze będzie dotyczyć przeszłości, dziedzictwa, zamiłowań, po części uwarunkowań, i tego, co z tego wyszło, ile ma koni i ile to kosztuje.
28.12.2014 | aktual.: 02.10.2022 13:04
Zalogowani mogą więcej
Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika
Cała rzecz zaczęła się dość dawno, bo prawie trzy tysiące lat temu, kiedy dwóch braci (jeden miał na imię REMUS) miało dość skomplikowaną sytuację rodzinną. Generalnie rzecz biorąc, od początku mieli przechlapane. Ich ojciec - Mars - był bogiem wojny, a zakład pracy ich mamy - Westy - znajduje się do teraz na terenie Forum Romanum, a wejście kosztuje 15 euro. Więc macie pojęcie - byli szychami, a poprzeczka została wysoko postawiona, coś jak być synem króla sedesów. Smutne zawirowania, zabobony i przesądy - jednym słowem religia - sprawiły, że ich mama została zakopana żywcem, a oni trafili pod opiekę dzikiej wilczycy (notabene ich stary był wilkiem typu alfa - przypadek? Nie sądzę). Nie owijając w bawełnę, bracia dobrze się spisali i założyli osadę typu miasto o wdzięcznej nazwie ROMA. Dzieje grodu są długie i skomplikowane, bywał palony przez miłośników muzyki i bombardowany przez aliantów, ale wywodzi się stamtąd jeden z najwspanialszych narodów ever. Osiągnięcia cesarstwa rzymskiego powodują szczenoopadanie do teraz: akwedukty, podbicie całego ówczesnego kręgu cywilizacyjno-kulturowego, prawo rzymskie, ich kultura, budowle, kolosea. To rzymskie i to w Puli. Ich światopogląd. Szezlongi!
Klimat sprzyjający łatwemu życiu, picie wina, jedzenie oliwek, wysublimowane sposoby spędzania wolnego czasu i przepiękne widoki wykształciły w tym narodzie niespotykaną miłość do życia i uwielbienie do piękna. Takie wiecie - dolce vita. Może nie wszyscy mieli lekko, ale czym innym jest bycie rolnikiem i uprawianie słodkich owoców w słonecznej Italii, a czym innym oranie zamarzniętego pola i kopanie cebuli w zimnej Polsce.
Czas leci szybko, epoki mijają, nadchodzi renesans, rodzi się Michał Anioł, swój kod tworzy Leonardo di Caprio...WRÓĆ... da Vinci, przeprowadzana jest skomplikowana operacja stworzenia krzywej wieży w Pizie (wiem, że trochę niechronologicznie ) i tego typu rzeczy.
A później przychodzi przełom XIX i XX w. Okres homoseksualnych projektantów mody, sex-machine dyktatora (wiecie, że Benito M. w jednym okresie utrzymywał stosunki z czternastoma kochankami...?) i rozkwitu motoryzacji. Teraz dopiero, po tym lekko przydługim wstępie przechodzimy do meritum...
Prawie! Jeszcze anegdota istotna dla sprawy.
Jeździłem kiedyś po Maranello czekając na umówioną jazdę 430 Scuderią. Kręciłem się w koło, oglądałem ludzi, auta i architekturę. Ot, zwiedzanie. Na dojeździe do czerwonego światła, w aucie przede mną Piękna Pani (taka trochę Penelope Cruz) po czterdziestce wjechała swoim Seicento w tył rodzinnego auta (chyba Xsara Picasso). Ucieszyliśmy się całą zgrają, że będzie draka, typowo włoska gestykulacja i awantura, plucie, drapanie i vaffanculo kaco. Z rodzinnego auta wytoczyła się rodzinka jak z Vogue'a. Wszyscy w okularach typu awiator, apaszki zawiązane a'la piękny szwed, pani żona w szpilce chyba z 15 cm, dzieci wystilizowane jak ta nieszczęsna latorośl beztalencia z wielkim tyłkiem Kim Kardaszian - generalnie rewia mody (Brado Pito et familia!)! Zamiast spodziewanej bójki 4 vs 1 zobaczyliśmy uśmiech, przytulenie się, wymianę wizytówek i ... tyle. Piękna Rodzina odjechała swoim rodzinnym autem, Pięknej Pani z Seicento wyciekł płyn chłodniczy, ale czy to ważne? Poprawiła okulary, wsiadła w Seja i odjechała.
Podsumowując: mamy naród z wielkim dziedzictwem, umiłowaniem do piękna, do miłości, śpiewający felicite, sare perche ti amo i nadchodzi przełom XIX/XX wieku. W okolicach Mediolanu żyje arystokratyczna rodzina (a więc zamożna, miłująca piękno, i niecierpiącą przyziemnych trudów życia jak np. zamiatanie) z korzeniami sięgającymi wiele lat wstecz. W owej arystokratycznej rodzinie, w 1881 roku przyszedł na świat panicz, oczko w głowie rodu. I podobnie jak Romulus i Remus, ma z lekka przechlapane, bo poprzeczka jest wysoko postawiona. Jego tato - Carlo - był bardzo znanym w całym kraju projektantem mebli, a starszy brat o imieniu Rembrandt (!) jest znanym w całym kraju rzeźbiarzem. Ciotka jest malarką, a wujek artystą w szerokim tego słowa znaczeniu. Rodzinka jak każda inna.
Młody Ettore (wiecie już o jakiej marce będzie mowa, wy chytre pejsy, nie?) szedł z początku ścieżką nakreśloną przez rodzinę. Ukończył szkołę sztuk pięknych i uczęszczał na praktyki do fabryki ojca, ale jego zamiłowanie leżało gdzie indziej. W wieku lat 16, kiedy większość z nas wyciskała pryszcze, błękitnokrwisty zamontował dwa silniki do swojego roweru i zaczął starty w wyścigach. Miał talent, smykałkę, niezwykle lotny umysł a finansowe wsparcie papa zapewniło mu całe spektrum możliwości. Kolejne projekty, kolejne eventy, coraz wyższa półka, tworzenie prototypów Type 1, Type 2, Type 3, nagroda, Type 4, międzynarodowe nagroda, założenie firmy w niemieckiej Alzacji w 1909, w końcu romans z Peugeotem w 1913 owocujący modelem Bébé. Produkty francuskiej marki nie spełniały wysokich oczekiwań młodego Ettore, chciał tworzyć dzieła z najwyższej półki, elitarne, najpiękniejsze, najbardziej eleganckie, najszybsze, najnowocześniejsze. Nietanie. Dla najbogatszych, dla najbardziej wymagających, dla takich jak on. Chciał posuwać świat do przodu.
Samodzielna firma doskonale się rozwijała, a urodzony w 1909 r. syn Jean dorastał i współpracował z ojcem tworząc kolejne projekty oznaczane kolejnymi numerami. Jean dojrzewał w blasku sukcesów teamu wyścigowego Bugatti. W latach 1925-1929 Louis Chiron wygrywał pięć lat z rzędu Typem 35 Targa Florio na Sycylii. Jako jedyny kierowca urodzony w Monte Carlo wygrał (w Typie 51) Monaco Grand Prix. Nadszedł rok 1930. Wielki Kryzys hulał w najlepsze, maklerzy skakali z okien, firmy bankrutowały, Bentley został przejęty przez Rolls Royce'a, więc ojciec z synem uznali, że to czas stworzyć najlepszą i najdroższą limuzynę w istniejącym świecie. Type 41 'Royale'.
Jednak to nie luksus jest ekscytujący, ale wyścigi. To sportowe auta przyprawiają nas o gęsią skórkę, i to była właśnie myśl przewodnia podczas tworzenia jednego z najwspanialszych aut w dziejach - Type 57.
Nie wiem czy w tym przypadku dane techniczne są jakkolwiek istotne, ale ze względu na dziennikarską rzetelność (lol) przytoczę kilka suchych faktów, żebyśmy wiedzieli o czym mowa: DOHC, 3257 ccm, osiem cylindrów w rzędzie. Moc oscylująca w granicach 130-200 km w zależności od wersji. Type 57 był rozwijany, poprawiany, pojawiały się kolejne wersje, cabrio, tourer, drophead coupe, aerolithe, modernizowane zawieszenie, wprowadzane innowacyjne rozwiązania w silniku. Ciosem pogrążającym konkurencję było zainstalowanie kompresora przy silniku wersji 57C.
Stawka była wysoka, gra toczyła się na najwyższym poziomie. W 1939 roku kierowca wyścigowy o enigmatycznym nazwisku Veyron wygrał w parze z Wimillem typem 57C Tank 24 hours of LeMans.
Szczytową wersją (przynajmniej z mojego punktu widzenia) była wersja 57SC Atlantic. Walcząc o jak najniższą wagę, karoseria Atlantica została wykonana ze stopu magnezu. Z racji niskiej temperatury topnienia spawanie poszczególnych elementów nie wchodziło w grę. Kolejne próby, nowatorskie metody łączenia płatów nadwozia kończyły się fiaskiem, aż do momentu kiedy geniusz i artystyczna dusza Jeana postanowiła wykorzystać...przemysłowe nity, i pozostawić je na wierzchu (coś jak spawy na wierzchu w F40) jako element spartańsko-dekoracyjny.
Jak w każdej pięknej historii, tak i tutaj miał miejsce dramat. Po zwycięstwie w LeMans i wielkiej fecie ambitny Jean czując na plecach oddech Bentley'a oraz innej włoskiej marki - Anonima Lombarda Fabbrica Automobili Romeo - nie odpuszczał. Rankiem 11 sierpnia 1939 roku wziął zwycięski egzemplarz i testował go na zamkniętym odcinku drogi w Duppigheim, niedaleko siedziby firmy. Kiedy jechał ponad 200km/h, na drogę wyjechał mu pijany rowerzysta. Jean chciał go ominąć, stracił panowanie nad autem, uderzył w drzewo i zmarł na miejscu.
Niedługo potem zaprzestano produkcji Typu 57. Wyprodukowano łącznie 710 egzemplarzy. Jeśli chodzi o topową wersję - Atlantic - jeden z dwóch istniejących egzemplarzy znajduje się w zbiorach Ralpha Laurena (czarny). Drugi (niebieski) został sprzedany na aukcji w 2010 roku nieznanemu kolekcjonerowi za ponad 30 mln $ będąc do momentu sprzedaży 250 GTO najdroższym autem świata.
II Wojna Światowa całkowicie zrujnowała fabrykę, która i tak nie miała łatwego życia. Założona w niemieckiej Alzacji, po Traktacie Wersalskim trafiła do Alzacji Francuskiej, żeby w 1940 być zlokalizowana na terenie zajętym przez germańskich najeźdźców. Ostatecznie po 1945 Alzacja trafiła z powrotem pod skrzydła dzielnych Francuzów.
Ettore tworzył i projektował jeszcze przez 8 lat, aż do śmierci w 1947. Po jego śmierci firma wypuściła dwa modele, między innymi Type 101, ale widać w nich bardzo mocne brytyjskie wpływy. Marka pozbawiona światłego przywództwa rodziny Bugattich straciła na znaczeniu i zaprzestała działalności w 1952. W 1987 prawa do marki Bugatti zakupił włoski przedsiębiorca Romano Artioli - największy dealer Ferrari, właściciel praw do marki Lotus, kolekcjoner aut i przyjaciel Ferruccio Lamborghiniego. Ciekawostką jest, że urodzona w 1970 wnuczka Romano miała na imię Elise, zupełnie jak jeden z modeli marki Lotus. Tak, z tego powodu.
Późniejsze losy marki Bugatti i zawładnięcie jej przez koncern VW znamy już wszyscy. EB 110, prototyp Chiron, Veyron (zwany często 'proszę państwa, bugatti werona') i produkcja w miejscowości o typowo francuskiej nazwie - Molsheim. Ja. Naturlich. Oui, bien sure.
Poświęćmy kilkanaście sekund i zastanówmy się, jak wyglądałby motoryzacyjny świat gdyby jakaś pijaczyna nie wjechała pod koła Jeana Bugatti. Jak potoczyłyby się losy marki? Co by znaczyła teraz? Jeśli macie jakieś ciekawe przemyślenia, to podzielcie się nimi ze mną. Proszę. Tylko nie piszcie, że prawdopodobnie tworzyliby najszybszy i najbardziej ekskluzywny pojazd na świecie, bo i tak nie uwierzę. No way.