Pierwsza jazda: BMW serii 2 Gran Coupe. Trzy cylindry frajdy
Zalogowani mogą więcej
Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika
Nowe BMW serii 2 Gran Coupe udowadnia, że przednionapędowe auto może dawać frajdę z jazdy. I to nawet jeśli ma pod maską trzy cylindry. Topowa wersja M235 jest z kolei pretendentem do bycia jednym z najfajniejszych, choć już nielicznych, hothatchy na rynku.
Niby nie zmieniło się dużo, a jednak: nowe Gran Coupe jest 20 mm dłuższe, jak i o 25 mm szersze. Będzie też miało podświetlany przód (coraz bardziej się do niego przekonuję) oraz, jakby nie patrzeć, ciekawie narysowany kuper. Nie każdemu przypadnie do gustu, ale auto nie wygląda aż tak pokracznie jak chociażby większe X4.
Zerknijmy do środka. BMW postawiło na kosmicznie grubą kierownicę (choć bardzo wygodną) oraz przerzucenie całego systemu obsługi auta na dwa ekrany mające 20,25 oraz 10,7 cala. Dziewiąta generacja multimediów zrezygnowała z klasycznego pokrętła, wszystko robimy dotykowo na ekranie. Niestety ustawiamy też tak klimatyzację, ale nowy system ma o wiele ładniejszą i czytelniejszą nawigację. Coś za coś? Dodam jeszcze ciekawostkę: zarówno w serii 1, jak i w serii 2 Gran Coupe wykorzystano takie samo oświetlenie wnętrza, które strasznie odbija się od lusterek. Przedstawiciele marki potwierdzają, że wiedzą o problemie i odpowiednia łatka oprogramowania zostanie niedługo wypuszczona. Aż dziwne, że nie "wyszło" to w testach aut przedprodukcyjnych.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
BMW chwali się, że wiele elementów wnętrza pochodzi z recyklingu – są to np. dywaniki czy tapicerka foteli i pod względem ich wyglądu nie za bardzo mam się do czego przyczepić. Może sama faktura plastików na kierownicy i tunelu środkowym wymaga przyzwyczajenia, ale taki urok nowych BMW.
Bagażnik ma teoretycznie 360 l, ale jest za to głęboki. Miejsce w kabinie jest zaprojektowane dla dwóch osób. Niby z tyłu można się zmieścić, ale mając 180 cm wzrostu dotykałem już włosami podsufitki (auto ze szklanym dachem). Jeśli tak jak ja macie długie nogi, kanapa może wydawać się wam nieco za krótka.
Pod maską w wersji 220 znajdziemy trzycylindrowy (!) motor generujący 156 KM, ale ma on w rękawie jeszcze 20 KM z silnika elektrycznego umieszczonego pomiędzy jednostką a siedmiostopniową, dwusprzęgłową przekładnią. Sprint do setki – 7,9 s.
Wiem, że niektórzy będą kręcić nosami, ale powiem tak – jedyne, co zdradza trzycylindrowy motor to delikatny terkot na postoju. Gdybym jeździł tylko z jednym pasażerem, nie wiem, czy decydowałbym się na coś mocniejszego. 8 s do setki to dziś, dla takiego auta, wartość wystarczająca. Ale mocniejsze jednostki też pojawią się w gamie, choć na razie producent nie zdradza ich danych.
Wiemy również o dwóch silnikach wysokoprężnych mających dwa litry pojemności, cztery cylindry i moc odpowiednio 150 oraz 163 KM, z czego w tym ostatnim mówimy o wspomaganiu elektrycznym nadal wynoszącym 20 KM.
Na szczycie znajdziemy wersje M235 i mówiąc wprost – to ją chcecie. Choć moc 300 KM potwierdza, że w ciągu zmian kilka koni uciekło, ale nie ma to żadnego znaczenia. 400 Nm od 2 do 4,5 tys. obrotów nie jest wprawdzie czymś zdumiewającym w tym segmencie, ale połączenie z rewelacyjnym prowadzeniem godnym "prawdziwego BMW" sprawia, że to auto naprawdę potrafi podnieść tempo – w przeciwieństwie do np. nowego Golfa R.
W tej konfiguracji auto jest niższe o 8 mm i prowadzi się jak przyklejone do drogi dzięki świetnej konfiguracji napędu na cztery koła, niezależnemu zawieszeniu z tyłu, jak i szperze na przedniej osi. I choć końcówki wydechu są prawdziwe (w 2025 roku?!) to w kabinie bardziej słychać strzały z głośników.
BMW serii 2 Gran Coupe startuje od 142 tys. zł (w leasingu 1200 zł netto miesięcznie). Topowa wersja M235 xDrive to już wydatek co najmniej 250 tys. zł.