Ford Everest to Ranger w innych ciuszkach. Pod maską tylko silniki Diesla
Ford pochwalił się nowym modelem Everest. To tak naprawdę pick-up Ranger pozbawiony paki. Na razie nie trafi on jednak do europejskiej sieci sprzedaży.
Zalogowani mogą więcej
Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika
"Postawienie" SUV-a na platformie pick-upa nie jest niczym nowym. Podobny zabieg przeprowadziło kiedyś Mitsubishi w przypadku limitowanego w Polsce Pajero Sport. Ford nie eksperymentował, a wprowadzenie nowej generacji Everesta sprawiło, że rozstaw osi w porównaniu do poprzednika jest dłuższy o 50 mm.
Oferta silnikowa również wskazuje, że Everest raczej nie pojawi się w Europie. To dwie jednostki wysokoprężne. Pierwsza z nich ma dwa litry pojemności i cztery cylindry. Większa ma już trzy litry i jest to V6. Niezależnie od silnika przekładnia jest automatyczna i ma dziesięć biegów. Oficjalne dane dot. mocy i momentu obrotowego nie zostały udostępnione. Wiadomo za to, że dostępne będą auta z napędem na tył i na cztery koła.
Everest może mieć zabezpieczenie podwozia, blokadę dyferencjału na tylnej osi, tryby jazdy poza asfaltem oraz dwa mocowania holownicze w przednim zderzaku. Ford może też przejechać przez bród mający 80 cm głębokości – nieźle. Weźmie też na hak przyczepę mającą 3,5 tony DMC.
Choć Everest ma się sprawdzić poza asfaltem, nie oznacza to, że kabina jest spartańska. Tu znajdziemy nawet 12-calowy ekran multimediów, cyfrowe zegary, bezprzewodową ładowarkę, wentylowane i ogrzewane fotele (jak i kierownicę). Więcej informacji producent poda w najbliższym czasie.